Zima

Przyszedł Nowy Rok i przyszła zima. I w zasadzie po 4 dniach mrozów, już zaczyna się narzekanie na zimno. No fakt, że nie jest to -5, tylko -15 stopni, więc buty powinny być lepiej ocieplane niż ostatnio się spotyka w sklepach: skórka i kawałek szmatki jako ocieplenie. Dobrze jest też ubrać rajstopy pod spodnie. Ale za to jaka przyjemność jak pod butami skrzypi śnieg 🙂 I jaka frajda dla dzieciaków stęsknionych innej pogody. Drugiego stycznia musiałam wpaść do marketu uzupełnić zapas prowiantu. Przechodziłam koło CCC, a tam takie tłumy, że ciężko by było wejść. Pewnie ludzie nie wierzyli już, że będzie zimno i dopiero teraz wybrali się kupić cieplejsze obuwie. Moje dziecko 1 stycznia też nie wierzyło. Uwierzyło dopiero jak przed południem (bo nie chciało mu się wstawać) oberwało śnieżką 🙂 I po ekspresowym myciu i śniadaniu pognało na dwór. Mogłoby jeszcze trochę dosypać. Jak patrzę ile śniegu jest w Turcji to aż nadziwić się nie mogę temu, że u nas tak skromnie. Anomalii pogodowych ciąg dalszy…

No cóż, trzeba tradycyjnie spisać postanowienia noworoczne 😉 Może nauczyć się w końcu jeździć na łyżwach… 🙂

Wkrótce święta

Pogoda nie robi nam zimowego nastoju. Co dzień ma być coraz cieplej, o śniegu w święta można już mity pisać, a mi brakuje takiego odczucia, że za chwilę święta. Postanowiłam nadrobić to nosem, czyli zapachami. Od wczoraj serwuję sobie kawkę z dodatkiem wanilii i herbatę z imbirem, goździkami, cynamonem i pomarańczami. Dziś wieczorem będę piekła pierniczki i jabłka z masełkiem, cukrem i cynamonem. Wczoraj zrobiłam bigos z dużą ilością grzybów. Te zapachy zawsze kojarzyły mi się z zimą i koniecznością rozgrzania się.

Dziś wieczorem muszę przysiąść i napisać kartki świąteczne do rodziny, bo jak będę dłużej odkładać, to później będę biegać na pocztę na ostatnią chwilę i słać priorytety. A jak jutro na spokojnie wyślę, to na poniedziałek – wtorek na bank dojdą.

W pracy robienie ogólnych porządków, bo wiadomo, że każdy chce mieć jak najwięcej wolnego koło świąt, więc trzeba pokończyć rozpoczęte sprawy, albo zacząć i pokończyć te, którymi – jak nakazuje przyzwoitość – należałoby się zająć. Ewentualnie niektórzy próbują zrzucić swoje spawy na innych niby „bardziej kompetentnych w tym zakresie”, względnie na firmy zewnętrzne. Część spraw kolegi dostał np. nasz doradca podatkowy.

Wrocław robi się coraz ładniejszy. Świecą ozdoby na drogach, świeci choinka w Rynku, nie prawdziwa, sztuczna, co roku taka sama. Może się to oczywiście niektórym nie podobać, ale moim zdaniem jest to dobre i ekonomiczne wyjście. Co prawda można by przyszłościowo posadzić w rynku choinkę i niech sobie rośnie, a w święta będzie przyozdabiana, ale trochę by to potrwało, choć za kilkanaście lat, efekt byłby zapewne piękny. Do niedzieli ma być też rozłożony jarmark bożonarodzeniowy, który zawsze ściąga tłumy. Miałam kiedyś okazję być tam w ciągu dnia „pracującego” – na spokojnie sobie wszystko obeszłam, obejrzałam i zrobiłam zakupy. Miałam też okazję spacerować w niedzielę – był tłok, tłum, zamieszanie, pilnowanie dziecka i torebki. Jak dla mnie żadna rozrywka. Ale całość summa summarum wygląda przepięknie i robi takie sielskie wrażenie 🙂

U nas w pokoju, związku ze świętami i zakupem kilku nowych mebli, konieczne są małe przeróbki. Muszę więc po pracy kupić nożyk do wyrzynarki, bo się przytępił i strzępi krawędzie, małe wiertła do drewna (3, 3,5 i 4) i frezy do tworzyw sztucznych. Lubię majsterkować przy drewnie. Zawsze wtedy tak ładnie pachnie 🙂 A skutkiem tych przeróbek będzie także to, że w tym roku będziemy mieli dużo więcej miejsca na choinkę 🙂

20 listopada

Dziś 20 listopada. Właśnie przeczytałam, że 20 listopada 1945 roku przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym w Norymberdze rozpoczęły się procesy norymberskie. Skłoniło mnie to do poszukania innych wydarzeń, które miały miejsce się w tych dniach. Oto najciekawsze (moim zdaniem), wydarzenia zaczerpnięte z Wikipedii (https://pl.wikipedia.org/wiki/20_listopada):
1. czy wiecie, że dziś Powszechny Dzień Dziecka (wg ONZ)? 🙂
2. w 1470 r. na sejmie w Piotrkowie mistrz krzyżacki złożył hołd lenny królowi Kazimierzowi Jagiellończykowi,
3. w 1648 r. ostatni z Wazów – Jan Kazimierz został wybrany na króla Polski,
4.w 1656 r. w Labawie (Polessku) zawarto porozumienie prusko – szwedzkie, dzięki któremu Prusy stały się niezależne od Polski,
5. w 1815 r. ogłoszono akt wieczystej neutralności Szwajcarii,
6. w 1820 r. brytyjski statek wielorybniczy Essex został staranowany przez kaszalota i zatonął w odległości 3700 km od wybrzeży Ameryki Południowej. 21-osobowa załoga przeniosła się na 3 szalupy i przez ponad 4 miesiące dryfowała po Pacyfiku, a w tym czasie na pokładach łodzi dochodziło do aktów kanibalizmu. Ostatni pozostali przy życiu rozbitkowie zostali uratowani 5 kwietnia 1821 roku. Historia ta zainspirowała Hermana Melville’a do napisania powieści Moby Dick,
7. w 1866 r. James Haven i Charles Hittrick z Cincinnati w stanie Ohio opatentowali jojo 🙂
8. w 1899 r. w stolicy Tatarstanu – Kazaniu wyjechał na trasę pierwszy tramwaj elektryczny (na pewno byście nie zgadli 🙂 ).,
9. w 1900 r. w dworku malarza Włodzimierza Tetmajera w Bronowicach pod Krakowem odbyły się uroczystości weselne poety Lucjana Rydla i Jadwigi Mikołajczykówny, które zainspirowały Stanisława Wyspiańskiego do napisania dramatu Wesele,
10. w 1918 r. Niemcy, jako pierwszy kraj, uznały niepodległość Polski,

11. w 1964 r. rozpoczął się proces oskarżonych w tzw. aferze mięsnej,
12. w 1985 r. Microsoft zaprezentował system operacyjny Windows 1.0 🙂
13. w 1990 r. Do Polski został wysłany pierwszy e-mail. Nie tak dawno, prawda?

Niestety wybierając to zestawienie z Wikipedii stwierdzić muszę, że czym bliżej dnia dzisiejszego, tym więcej informacji o zamachach, zabójstwach i rozbitych samolotach…

Zima?

Dziś mamy dwa tematy dnia: mecz Polska-Irlandia i zima. Pierwszy temat co prawda i mnie trochę wczoraj rozemocjonował, ale jakoś nie potrafię rozmawiać o sporcie przez cały dzień i rozważać każdej minuty meczu, każdego sukcesu i każdego potknięcia. Zresztą tak to już bywa, że w pamięci pozostają wyniki, a nie przebieg spotkania, więc po jakimś czasie nie ma znaczenia jak mecz był sędziowany, czy ktoś miał szczęście czy pecha; liczy się efekt w postaci ilości bramek strzelonych i tyle. Choć miło będzie zobaczyć Polaków na Mistrzostwach Europy we Francji.

Przyznam szczerze, że bardziej interesuje mnie pogoda, bo to mnie bezpośrednio dotyczy. A dziś rzeczywiście zdziwiłam się, gdy rano ujrzałam na termometrze +1 stopień. Brrr… Lubię zimę, ale taką prawdziwą, w okresie grudzień – luty, z dużą ilością śniegu i temperaturą poniżej -5 stopni. Jakoś wtedy mi ciepło, a przy takim czymś zbliżonym do zera, trzęsę się jak osika. Może to dlatego, że dopiero od 3 tygodni mamy jesień, a tu już zima nam się wpycha. Za szybko. Nie miałam czasu na stopniowe przyzwyczajenie się do niższej temperatury, na włączenie ogrzewania, itd. Przedwczoraj na przykład wieczorem było mi chłodno i włączyłam na trochę, żeby „zmienić powietrze”. Pech chciał, że nie wyłączyłam na noc i zrobiło się +21 stopni, co już dla mnie jest zbyt wysoką temperaturą do spania, no i musiałam w nocy otwierać okno, bo spać nie mogłam, przez co rano miałam podłogę, na której niemalże można by zrobić lodowisko, a przynajmniej tak to odczułam, kiedy stanęłam na nią bosymi stopami. Za szybko. Październik zwykle jest ciepły, przyjemniejszy od września, ale zdaje się, że nie w tym roku. Wczoraj po południu, kiedy wróciliśmy ze spaceru, zaserwowałam nam grzańca na rozgrzewkę i pierwszy raz gdzieś od marca czy kwietnia ubrałam kapcie. Schowałam też z żalem moje letnie koszulki i wyciągnęłam cieplejsze komplety, których na szczęście mam sporo, bo u nas ostatnio bielizna nocna to hit pod choinkę, zamiast skarpetek, rękawiczek i krawatów 🙂 Zapaliłam też zapachowe świeczki, bo jakoś tak mi zawsze cieplej jak czuję cynamon, choć tak jak zapach pierniczków przywodzi na myśl święta i zimę.

Niestety skrócenie dnia jest już bardzo wyraźne i rano i popołudniu. Ale cóż zrobić. Mam nadzieję, że jeszcze zrobi się ciepło tej jesieni.

Na pocieszenie – dziecku w szkole idzie wręcz rewelacyjnie 🙂

Właśnie słyszałam, że śnieg prószy już nie tylko w Krakowie, na Podkarpaciu i w górach, ale nawet w ciepłym zwykle Opolu… Pewnie wkrótce dojdzie i do nas…

Zupy

Rzadko kiedy gotowałam dotychczas zupy, bo moja rodzina jakoś nie bardzo miała na nie ochotę, a że nie lubię kiedy mnie się zmusza do czegoś na co nie mam ochoty, więc i ich nie zmuszam do konsumpcji dań, które im „nie podchodzą”. Wyjątek może stanowi rosół, który zawsze szybko znika z talerzy, choć od początku lata go nie gotowałam, bo było zbyt gorąco na rozgrzewające rosołki. W tym roku na urlop wykupiliśmy pokoje razem z wyżywieniem, czyli szwedzkim stołem na śniadanie i pełnym obiadem, tzn. zupą i drugim daniem. Jakież było moje zdziwienie, gdy chłopaki oddawali puste wazy po zupie… I zachwalali. No więc od powrotu codziennie przed drugim daniem mamy zupki. Dla mnie to coś pysznego, często nie mam już ochoty na drugie, a oni wcinają wszystko 🙂

Po przerwie

Witam po wyjątkowo długiej przerwie. Blog był ostatnio przeze mnie zaniedbany, choć nie porzucony. Po prostu trafiły się inne zajęcia absorbujące mnóstwo czasu, czyli głównie praca. A szkoda, bo gdyby to były np. podróże, albo jakieś nietypowe, niestandardowe wydarzenia, przynajmniej byłoby o czym pisać. A tak to trochę kicha. Za to na pocieszenie mam urlop 🙂 Póki co w domu. Choć na szczęście przed wyjazdem. Aktualnie jestem na etapie robienia listy potrzebnych rzeczy, prania i prasowania garderoby. Ech, to miłe zamieszanie. Trzeba jeszcze dokupić kosmetyki do opalania i po opalaniu i mieć nadzieję, że się przydadzą nad Bałtykiem, bo pogoda ostatnimi czasy trochę niepewna. Co prawda nie lubię wylegiwać się na słońcu, ale poleżeć trochę na piasku z książką w ręku miałabym ochotę. Przede wszystkim jednak uwielbiam długie spacery. Mogłabym wybrzeże przejść 🙂 No i lubię choć trochę, symbolicznie popływać.

Cóż poza tym wydarzyło się przez te 3 miesiące? Hmm. Najważniejsze, że nie dopadły nas żadne klęski zdrowotne ani pogodowe. Nie było również rewolucji w pracy. Można by rzec, że był to okres tzw. świętego spokoju, czyli stanu bardzo pożądanego. Niestety w naszej okolicy nasiliły się kradzieże, więc trzeba bardziej uważać. Widok przypiętego blokadą do stojakach koła od roweru niestety nie jest już rzadkością.  Na osiedlu za to wyjątkowy spokój. Co prawda mamy wakacje i jeszcze 20 lat temu byłby to okres „głośny” i „rozbiegany”, a teraz jakby dzieci wymiotło. I nie jest to bynajmniej wina niżu demograficznego. Przykład: ja pochodzę z tzw. wyżu. W mojej szkole w każdym roku były klasy A i B. Moje dziecko pochodzi już z niżu. Szkoła ma większy okręg niż moja, choć nie wiem ile osób pod nią podpada, ale faktem jest, że u niego były klasy A, B i C. Teraz (kiedy jest ponoć głęboki niż, likwidują szkoły itd.) – mimo, że okręg się nie zwiększył, a wprost przeciwnie – zmniejszył, bo wybudowano nową szkołę, są klasy: A, B, C, D, E i F !!! Witamy w kryzysie demograficznym po polsku. A co do tej ciszy, to nie mam pojęcia czy wszystkie dzieciaki powyjeżdżały, czy spędzają wakacje w wirtualnym świecie…

Wszystkiego najlepszego

w Wielkim Tygodniu. Nie dajcie się zwariować zakupom i przygotowaniom. W końcu nie na tym polega świętowanie, żeby paść na twarz w sobotę wieczorem 🙂

Brrr, jak zimno.

Must do przed świętami

Jakieś fatum ostatnio ciąży nad weekendami, że goszczą nas zimną, deszczową albo zimną i deszczową pogodą. A ja w końcu muszę okna pomyć i miło byłoby się przy okazji nie przeziębić. Dwa lata temu już tak miałam, że wkurzona przedłużającym się chłodem, wreszcie przed samymi świętami umyłam okna i balkon, a później przeleżałam święta z gorączką. W zeszłym roku „wstrzeliłam się” w ładną pogodę i wyganiałam sąsiadkę z okna, która myła je w krótkim rękawku przy temperaturze na pewno niższej niż 5C. Ech, te kobiece: must do. Gorsze niż must have, bo bardziej się może na zdrowiu odbić. Niby ma się ochotę wyciągnąć kołdry puchowe i zagrzebać się pod nimi z książką, albo włączyć jakiś fajny film, a tymczasem krzątamy się po domu ze ścierkami jak nieboskie stworzenia, biegamy po sklepach, pieczemy, gotujemy, wprowadzając przy okazji nerwową atmosferę w domu. A później, po świętach narzekamy na +… kg. Trzeba by to chyba zbadać genetycznie i coś zmodyfikować 😉

Tymczasem muszę się wybrać do fryzjera, bo co się dało ukryć pod czapką, teraz jest na ogólnym widoku i nie wygląda ciekawie.

O brrr

O brr, dałam się zwieść pięknej pogodzie przez okno i wybrałam się bez kurtki do sklepu. Niby nie jest zimno, ale tylko w słonecznych i zacienionych miejscach. Poza tym wiatrzycho straszne i zimne.

Wkrótce Dzień Kobiet, a ja jestem ciągle podpytywana co bym chciała 🙂

Muszę ustalić jeszcze z moimi chłopakami jakie święto chcą obchodzić: Dzień Mężczyzny czy Dzień Chłopaka, bo od jakiegoś czasu obchodzimy oba… A Dnia Dziewczyn dla równowagi nie ma 😉

21 stycznia

Zima w pełni i z położenia geograficznego Polski wynikałoby, że panuje u nas temperatura poniżej zera i kraj pokrywa śnieg. Tymczasem tradycyjną piosenkę o tradycyjnej polskiej zimie można by zmienić np. tak:

Zima, zima, zima,
Kwitną krokusy,
Raz pochmurnie, raz słonecznie,
Raz deszczowo, a raz wietrznie,
Robią psikusy
Nasze globusy.

O ile dorosłym to nie przeszkadza, bo ludzie szybko się starzeją; ba, nawet dwudziestoparolatki szybko marzną, narzekają na skrobanie samochodów i nie potrafią cieszyć się zimą aurą (chyba, że na modnym wyjeździe na narty), o tyle dzieci narzekają. Ferie spędzają głównie w domu, bo co tu robić na dworze… Wczoraj przechodząc koło samochodu, do którego pakowała się rodzinka, usłyszałam jak dziecko upewniało się: ale będzie tam śnieg. Jeszcze niedawno uśmiechaliśmy się na widok dzieci w bardzo południowej Europie i Afryce obserwując ich zachowanie, kiedy spadło tam trochę śniegu. Może wkrótce i nasze dzieci będą się tak dziwić. Zresztą znam rodzinę, która pojechała z dzieckiem właśnie w góry, żeby pokazać mu jak wygląda śnieg w większej ilości niż symboliczna i żeby pokazać jak się jeździ na sankach, więc może ta „afrykańska przyszłość” nie tak odległa…

Tymczasem mamy przedwiośnie, a może późną jesień? Trudno określić, bo z jednej strony nie pachnie wiosną, a z drugiej kwiaty zaczynają kiełkować.

A wszystkim Babciom i Dziadkom składam najlepsze życzenia: zdrowia, zdrowia, zdrowia, braku zmartwień i 100 lat.